Niech będzie Dukaj!
Patrzę na okładkę. Na niej kunsztowna praca graficzna Bagińskiego. Chłopak bez dwóch zdań potrafi budować klimat. Wspominam o tym, ponieważ okładka stała się kluczem do wrzucenia „W kraju niewiernych” do empikowego koszyka. Często wychodzę z założenia, że porządnie wydana książka ma większe prawdopodobieństwo zawierania w sobie równie przyzwoitej treści. Tym razem to właśnie okładka spodobała mi się na tyle bardzo, że przełamałem swoją awersję do Autora i postanowiłem dać mu w swojej biblioteczce ostatnią szansę.
I nie żałuję swojej decyzji. Od przeczytania tego dzieła śmiem twierdzić, że będąc fantastą- Polakiem Dukaja nie znać to wstyd i hańba. Głowę posypuję pokornie popiołem za wszystkie złorzeczenia na dukajowe twory.
Ale do rzeczy. Pięćset stron mocno zbitego tekstu to nie przelewki. Przeciętna książka z Fabryki Słów czy Maga posiada tak wielką czcionkę, że czasami bywa to aż denerwujące, ale dzięki temu łyka się te trzysta, czterysta stron bez specjalnej nudy. Natomiast w przypadku „W kraju niewiernych” mimo bezwzględnie ogromnej ilości treści, nie ziewnąłem przez jedną chwilę.
Autora „W kraju niewiernych” błędnie porównuje się do Lema. Prawda jest taka, że obaj panowie malują zupełnie inne historie zupełnie innymi farbami. Niemniej jednak mają jeden element wspólny. Rys intelektualizmu, polot treści, idee zawarte w pozornie banalnej, fantastycznej treści. A sposób w jaki robi to Dukaj można określić jednym słowem.
Fenomenalny.
Jeśli książka tak bardzo mi się podoba, dlaczego darzyłem wcześniej Autora niezbyt pochlebną opinią? Fikcyjne postacie u Dukaja są po prostu prawie zawsze przemądre i superinteligentne. To rzuca się w oczy. Bardzo denerwowało mnie to w „Lodzie”, która bądź co bądź było powieścią z żywymi bohaterami, wokół których kręciła się cała oś fabularna, a w historii zdawało się nie było ani jednego prostego człowieka. Wątpię czy zwykła pani z zieleniaka duma sobie (z całym szacunkiem) co robią jej powłoki w równoległych światach. „W kraju niewiernych” w moich oczach zbytnio nie odstaje od tych absolutnie intelektualnych tendencji.
Niemniej jednak dostrzegam ogromną zmianę. We mnie, nie w Dukaju. Prawdą jest, że do jego książek trzeba po prostu dojrzeć. Czytając je w wieku siedemnastu, osiemnastu lat gubiłem się, traciłem wątek. Teraz przeżywałem podobne uczucia, jak czytając po raz pierwszy Lema. Zauroczony przez nieznane dotąd dyskursy, dyskusje moralne i filozoficzne, nowe idee. Podróż po Kraju Niewiernych to podróż w nieznane. A jak napisał Dukaj: „podróż to czas magiczny.”
Czy chcecie poznać granice czarodziejskiej mocy?
Dowiedzieć się, czy sny mogą otrzymać życie?
Przeżyć chwile w niesamowitej wersji dukajowego a la matrixu zwanego Allahem?
Zrozumieć tragedię kryjącą się w boskiej miłości?
Autor swoim magicznym zbiorem opowiadaniem odpowie wam na te i o wiele więcej pytań. Wprawi wasz umysł w intelektualny rezonans, tak, że nie zapomnicie o przeczytanych historiach przez kilka najbliższych dni.
PS. Post idzie z automatu, stąd praktyczny brak ewentualnej mojej aktywności przez najbliższe dwa tygodnie.
11 Sierpień 2010 @ 19:56
Dobra.
Mnie nie zaciekawiłaby okładka, ale…
…Twoja recenzja owszem, zrobiła to.
14 Sierpień 2010 @ 23:23
Czyżby na tyle, żeby to przeczytać? ;)
12 Sierpień 2010 @ 14:36
Gwoli scislosci i prawdy to Czarne Oceany – bodaj pierwsza powiesc Dukaja byla kiepska. Nic nie ujmuję stylowi pisarskiemu Dukaja, ale Oceany były nudne, a postaci nerdowskie, jak powiedziales przemadrzale i wszystko wiedzace. Chyba wtedy chcial wejsc w skore Lema i w powiesci zamiescic swoje rozwazania filozoficzne pomijajac tlo i akcje. Meczylem sie przy tamtej ksiazce. O ile Lema dalo sie czytac to tamto bylo zwyklym traktatem techniczno – filozoficzno – historiozoficznym.
Natomiast “Inne Pieśni”, na które trafilem dzieki mojej przecudownej Dziewczynie, są genialnie! Pomysl, akcja, bohaterowie, swiat. Istna bajka i geniusz. Polecam wszystkim!
Mam już w planach lekture “Perfekcyjnej niedoskonalosci”, a w przyszlosci nagrodzony ze wszystkich stron “Lód”.
15 Sierpień 2010 @ 00:01
Ano i właśnie po lekturze “W kraju…” zamierzam rzucić się na “Inne pieśni”. No, ale zanim przekopię się przez inne książki, które mi zostały, miną eony, więc masz szansę przeczytać pierwszy ;) A “Lodem” to się nie popisuj. Wciąż uważam, że jak na powieść jest, mimo wspaniałości, przynudna, przydługa.
12 Sierpień 2010 @ 22:56
Tyyyy, ja tak patrze na tą okładkę, to mam wrażenie, że to coś wygląda jak Davy Jones :D też bym na nią zwróciła uwagę :P a z tego co pamiętam, to Lód raczej nie był dla Ciebie miłym doświadczeniem. A tu proszę jaka niespodzianka :D mam nadzieję, że koleżanka w końcu oddała :P (w sensie Lód). Chciałoby się, żeby różne sny czasem otrzymały życie ;) i napisz w końcu nowe opowiadanie. Trzym się.
15 Sierpień 2010 @ 00:07
Jakby nie patrzeć, można by tu dostrzec oczywiste skojarzenie z wszechmackami ;) Lód nie był i nigdy nie będzie dla mnie wzorową powieścią, ale doświadczenie, choć średnie miłe (a raczej średnio ciekawe), to przydatne. Nowe opowiadanie natomiast się kroi, ale właśnie stoi, bo jestem w rozjazdach. No ale po 22 ruszę dalej to wszystko ciągnąć, myślę!
PS. Tak, w końcu tajnymi, przypadkowymi w dodatku, kanałami udało mi się “Lód” ściągnąć na półkę prawowitego pana i władcy. Ale ile to było kombinacji…